Święta minęły, życzenia od obcych przyjęłam - tradycji stało się zadość, nie wypadłam poza konwenanse.
A wracając do tematu panów, którzy kołatają nie w te wrota, w które trzeba.
Całe szczęście, że nie jestem blondynką, bo, biorąc pod uwagę doświadczenia mojej koleżanki, musiałabym czytać więcej anonsów od starających się o obywatelstwo/kucharkę/matkę dzieci/kochankę panów modlących się do Boga o innym imieniu niż mój.
Za każdym razem się dziwię, czy to ma jakiś sens i udaje im się osiągnąć cel. A chwilę później przychodzi refleksja - jest popyt, jest podaż. W dowolnej kolejności.
A potem płacz, zgrzytanie zębów, dziecko o egzotycznej urodzie i wydziedziczenie przez rodzinę. A przecież miłości się nie oszuka - słodkie słówka, poczucie bycia ważną, te wszystkie low ju bejbe, maj eńdżel, kissy. Tego chcą królewny. To dostają. A że cena bywa czasem wygórowana i nieadekwatna do jakości otrzymanego towaru... what a shame!
poniedziałek, 27 grudnia 2010
czwartek, 23 grudnia 2010
4.
I stało się. w ostatnich dniach zostałam zasypana wiadomościami od panów, którzy albo nie przeczytali (lub też przeczytali bez zrozumienia), co napisałam, albo mają tak ogromne mniemanie o sobie/ciśnienie na laskę (dwuznaczność zamierzona), że strach się bać. Poległam na tym froncie.
A żeby nie być gołosłowną:
"hej pięna boska kobieto:*:*:*:* mam nadzieję że zechcesz się umuwić ze mną szczeże powiem że zakręciłaś mną?????
> Nie. I nie każ mi wyjaśniać dlaczego.
> Pozdrawiam. Pa.
nie to nie twoja strata:*:* P"
Dziewiętnastolatek w dresie. Wątły i zorientowany na jedno (pewnie nie wie, co to seks):
A żeby nie być gołosłowną:
"hej pięna boska kobieto:*:*:*:* mam nadzieję że zechcesz się umuwić ze mną szczeże powiem że zakręciłaś mną?????
> Nie. I nie każ mi wyjaśniać dlaczego.
> Pozdrawiam. Pa.
nie to nie twoja strata:*:* P"
Dziewiętnastolatek w dresie. Wątły i zorientowany na jedno (pewnie nie wie, co to seks):
"Film, który mogę oglądać w kółko - horrory , komedje
Ulubiona płyta/piosenka - hip-hop , hechno , disko-polo
Mój obiekt pożądania - kobiety oczywiście
Osoba, która mi imponuje - kobieta w wieku 24-35 lat
Wakacje spędzam... z ukochaną osobą".
Dobrze, że tego kwiatu to pół światu, bo miałabym wyrzuty sumienia. ;-)
czwartek, 16 grudnia 2010
3.
Tak, jestem uprzedzona do piszących nieużywających w mejlach polskich znaków - kojarzą mi się z flejtuchami. Podobny stosunek mam do osób, które napisawszy tekst, nie są łaskawe choć rzucić na niego okiem, by wyłapać rażące błędy - toż to lekceważenie odbiorcy. I na koniec zostawiam sobie wszelkiej maści leniuchów i nieuków - legitymujących się świstkiem zaświadczającym o niezdolności do poprawnego pisania/wysławiania się/rachowania itp. To takie wygodne wytłumaczenie, dlaczego nie przykładało się na lekcjach w szkole. I jeszcze krzywdzi prawdziwie poszkodowanych.
Jak widzę, że mi jeden podrywacz pisze "myślem o karjeże", a drugi dodaje, że "wielbi wiepszowinę", to toczę pianę z pyska. Zero poczucia żenu, nawet gdy się zwróci uwagę.
A przecież jaki rozum, taka mowa...
Jak widzę, że mi jeden podrywacz pisze "myślem o karjeże", a drugi dodaje, że "wielbi wiepszowinę", to toczę pianę z pyska. Zero poczucia żenu, nawet gdy się zwróci uwagę.
A przecież jaki rozum, taka mowa...
2.
Ot pan R. (litera przypadkowa) - zasypywał mnie SMS-ami, że tęskni, pragnie, martwi się, zamykając mnie w SMS-owej złotej klatce. Po dwa, trzy na godzinę to przesada. A gdy nie odpisywałam, ich liczba rosła w postępie geometrycznym. Poza tym co odpisać na "Kotuś...". "Tęsknię..." - obcy facet po trzydziestce! Strach pomyśleć, co by było dalej. Po jednym spotkaniu wymiękłam - nie zakochałam się równie mocno jak on. Rzekłabym nawet: "wcale". I biegał 30 km po lesie z 30-kg plecakiem, zatrzymując się, rzecz jasna, by napisać - była pasja, brakło mojego zrozumienia. A i jeszcze wzbudzał litość opisem agonii chorej siostry, która w końcu umarła - na sam koniec dodał, że chodziło o daleką cioteczną siostrę. Po roku z hakiem znalazł mnie na jednym z portali zawodowych, na którym zresztą już mnie nie ma (jak i na żadnym innym) i zagadał. Po trzech wiadomościach przypomniało mi się, dlaczego zerwałam kontakt. Adieu!
A potem było jeszcze zabawniej.
Policjant - z tym to była niezła heca - nawet mi się podobał i przymykałam oko na chude uda i ogólną szczupłość ciała (nie lubię, gdy mężczyzna jest mniejszy ode mnie), bo przecież był człowiekiem władzy! I miał zabawne zdjęcie na n-k z ojcem - niezły zestaw: obaj czerwone kurtałki, jeansy i pod kolor adidaski - w końcu junior i senior! Szybko chciał skonsumować znajomość. Mieszkał z rodzicami. Przyszedł na randkę z gnatem. Miał manię prześladowczą. Ciągle powtarzał: "Będzie o nas głośno", niby przypadkiem podając mi informacje o policyjnych akcjach, w których brał udział. Słusznie - tylko czekałam, by pobiec do nielegalnie sprzedających na bazarku i ich uprzedzić o nalocie. Dałam mu kosza. Przepraszał i prosił o szansę. Dostał - zaproszenie na dużą domówkę. Zmył się szybko z kumplami i nasłał na nas ziomów w mundurach. Dwa razy jednej nocy - jeden mandat. Jego szczęście, że nie jestem mściwa. Byłoby o nim głośno.
A potem było jeszcze zabawniej.
Policjant - z tym to była niezła heca - nawet mi się podobał i przymykałam oko na chude uda i ogólną szczupłość ciała (nie lubię, gdy mężczyzna jest mniejszy ode mnie), bo przecież był człowiekiem władzy! I miał zabawne zdjęcie na n-k z ojcem - niezły zestaw: obaj czerwone kurtałki, jeansy i pod kolor adidaski - w końcu junior i senior! Szybko chciał skonsumować znajomość. Mieszkał z rodzicami. Przyszedł na randkę z gnatem. Miał manię prześladowczą. Ciągle powtarzał: "Będzie o nas głośno", niby przypadkiem podając mi informacje o policyjnych akcjach, w których brał udział. Słusznie - tylko czekałam, by pobiec do nielegalnie sprzedających na bazarku i ich uprzedzić o nalocie. Dałam mu kosza. Przepraszał i prosił o szansę. Dostał - zaproszenie na dużą domówkę. Zmył się szybko z kumplami i nasłał na nas ziomów w mundurach. Dwa razy jednej nocy - jeden mandat. Jego szczęście, że nie jestem mściwa. Byłoby o nim głośno.
środa, 15 grudnia 2010
1.
Obłudnie oświadczam, że wszystkie sytuacje są wyssane z palca, nigdy nie miały miejsca i są wytworami mojej wyobraźni, a osoby nie istnieją poza wirtualnym światem sieci. To czysta fikcja - opowieść prawie trzydziestolatki z dużego miasta.
Mam profil ma dwóch portalach randkowych - i to nie jest mój ani pierwszy, ani drugi raz, więc uzurpuję sobie prawo do wypowiadania się na ich temat.
Szukam rozrywki - nie miłości, przyjaźni, związku, małżeństwa, macierzyństwa, sponsoringu, relacji ff czy czegokolwiek, co jeszcze może Wam podsunąć chora i wyposzczona wyobraźnia.
Grunt to poszerzyć grono znajomych - pasjonująca rozmowa o książce/filmie/jedzeniu/czymkolwiek jest pożądana. Spróbujcie kiedyś - bez podtekstów i myślenia tylko o tym, by jak najszybciej zagonić rozmówcę do łóżka.
Nie twierdzę, że mam pecha i źle trafiam. Parę razy udało mi się strzelić w 10, dlatego moim zdaniem warto się męczyć. Mam wartościowe znajomości, które nigdy by nie rozkwitły, gdyby nie portale. I tego się trzymam.
Ale zanim znalazłam ziarno pośród plew, sporo się działo.
W pierwszym rzucie swoich prób prowadziłam plik w Excellu, skrupulatnie notując co istotniejsze informacje podawane przez kandydatów. Żeby mi się nie mylili... I wcale nie świadczyło to źle o mnie. Sobie wystawiam laurkę - to oni byli na tyle bezbarwni, że nie byli w stanie się wyróżnić i dać zapamiętać.
Ale nie wszyscy.
Mam profil ma dwóch portalach randkowych - i to nie jest mój ani pierwszy, ani drugi raz, więc uzurpuję sobie prawo do wypowiadania się na ich temat.
Szukam rozrywki - nie miłości, przyjaźni, związku, małżeństwa, macierzyństwa, sponsoringu, relacji ff czy czegokolwiek, co jeszcze może Wam podsunąć chora i wyposzczona wyobraźnia.
Grunt to poszerzyć grono znajomych - pasjonująca rozmowa o książce/filmie/jedzeniu/czymkolwiek jest pożądana. Spróbujcie kiedyś - bez podtekstów i myślenia tylko o tym, by jak najszybciej zagonić rozmówcę do łóżka.
Nie twierdzę, że mam pecha i źle trafiam. Parę razy udało mi się strzelić w 10, dlatego moim zdaniem warto się męczyć. Mam wartościowe znajomości, które nigdy by nie rozkwitły, gdyby nie portale. I tego się trzymam.
Ale zanim znalazłam ziarno pośród plew, sporo się działo.
W pierwszym rzucie swoich prób prowadziłam plik w Excellu, skrupulatnie notując co istotniejsze informacje podawane przez kandydatów. Żeby mi się nie mylili... I wcale nie świadczyło to źle o mnie. Sobie wystawiam laurkę - to oni byli na tyle bezbarwni, że nie byli w stanie się wyróżnić i dać zapamiętać.
Ale nie wszyscy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)