środa, 2 lutego 2011

6.

Moda na noworoczne postanowienia najwyraźniej ma się świetnie. Szkoda tylko, że stałam się punktem na spisanej przez podsumowującego kartce.
Na niejednej kartce, jak się okazało.
Uśmiecham się pod nosem na myśl, ileż stresu kosztowało odezwanie się do mnie po dłuższym milczeniu. Śmiech jednak utyka w gardle, bo przychodzi refleksja - po co,***?
Moje "nie" znaczy "nie". Nic ponadto. Broń Boże! przekazem nie jest: "mam na ciebie ochotę", "usychałam z tęsknoty", "cieszę się, że się odezwałeś" czy "tak!".
I znowu SMS-y wzbudzające moje zażenowanie (bo przecież brak odwagi, by podnieść słuchawkę) i irytację (będąc każdego dnia lepszym człowiekiem, staram się załatwiać sprawę polubownie), bo lawirowanie wśród meandrów jasnego i zarazem kulturalnego przekazu bywa męczące.
Ale co ja tam wiem, niewdzięczna. No może poza tym, że "straciłam swoją szansę" (płaczę w poduszkę co noc) i "zatęsknię za tym, co najlepsze" (sądy aprioryczne traktuję z rezerwą - empiria to jest to!).
Nieukojona w żalu i tęsknocie za świetnym-nie-wiem-czym postaram się wypracować asertywną postawę. "Nie" w jednym SMS-ie wystarczy. Nie dziękujcie za niewymierzenie w Was ostrza ironii. I za mniejsze rachunki. Macie to ode mnie za free.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz